Wszystko zaczęło się w 1953 roku w prefekturze Niigata. Założyciele firmy odpalili biznes pod dumną nazwą Fujitora Farm Equipment. Plan był prosty: produkować lemiesze, grabie i inne metalowe elementy, które ułatwiały japońskim rolnikom życie na roli. Biznes szedł świetnie, dopóki nie nadchodziła zima.Gdy pola pokrywał śnieg, rolnicy zamiast orać, woleli siedzieć przy ciepłym kotatsu i pić sake. Sprzedaż sprzętu rolniczego drastycznie spadała. Aby firma nie poszła z torbami, w 1955 roku podjęto genialną w swojej prostocie decyzję: „Skoro potrafimy wykuć ostrze, które tnie twarde korzenie w ziemi, to ukujmy coś, co ukroi jabłko”.Tak narodził się ich pierwszy hit: nierdzewny nóż do owoców. W tamtych czasach w Japonii panował głęboki zabobon, że stal nierdzewna nadaje się co najwyżej na łyżki, bo porządnego ostrza z tego zrobić się nie da. Fujitora wzięło to za punkt honoru i udowodniło całemu rynkowi, że ich „nierdzewka” potrafi golić włosy na przedramieniu.Podczas gdy świat zachwycał się pierwszymi rockandrollowymi kawałkami, grupa lokalnych rzemieślników doszła do wniosku, że prawdziwy rock’n’roll dzieje się przy kowadle. Na rynku pojawiły się japońskie noże kuchenne sygnowane marką Tojiro. Misja twórców była prosta: dostarczyć kucharzom narzędzia tak ostre, by mogły przeciąć atom na pół, ale w cenie, która nie zmusi nikogo do zastawienia domu.Przejdźmy przez tę kulinarną sagę z przymrużeniem oka i zobaczmy, dlaczego te azjatyckie ostrza stały się postrachem tępych warzyw na całym świecie.Korzenie marki Tojiro tkwią głęboko w regionie Tsubame-Sanjo, który od stuleci słynął z produkcji tradycyjnego japońskiego żelastwa. Kiedy w kraju skończyły się czasy biegania w zbrojach, genialni płatnerze musieli przekierować swoją zabójczą precyzję na coś bardziej pokojowego. Wybór padł na gastronomię. Początkowo fabryka wypuszczała proste noże ze stali nierdzewnej, ale twórców szybko znudziła przeciętność. Zaczęli więc eksperymentować z legendarną technologią clad steel, czyli stalą wielowarstwową. Zamysł polegał na tym, aby zamknąć piekielnie twardy, japoński rdzeń w elastycznych i odpornych na korozję zewnętrznych „okładkach”. Efekt? Noże Tojiro tną jak miecze katana, ale nie pękają, gdy kucharz przypadkowo uderzy nimi w kość kurczaka.Podczas gdy inni japońscy rzemieślnicy pukali się w czoło, Tojiro postanowiło połączyć ogień z wodą. Zamiast spędzać trzy tygodnie nad jedną klingą, zaczęli używać nowoczesnych pras przemysłowych do wycinania kształtów noży ze specjalnych arkuszy stali. Ale spokojnie – nie zostali bezduszną fabryką korporacyjną. Wycięte maszynowo warstwowe matryce (tzw. clad steel) trafiają prosto w ręce doświadczonych mistrzów kowalstwa, którzy obrabiają je ręcznie przy użyciu technik pamiętających czasy samurajów. Efekt? Nóż o jakości rzemieślniczego dzieła sztuki, ale w cenie, która nie wymaga wzięcia drugiego kredytu hipotecznego.Opatentowali też technologię DP (Decarburization Prevention). Brzmi jak fizyka kwantowa, ale w praktyce chodzi o to, że podczas hartowania stal nie traci węgla. Dzięki temu ich noże są twarde i piekielnie długo zachowują ostrość.

Trzy Gwiazdy Tojiro: Przegląd Kuchennego Arsenału.

Te japońskie narzędzia nie proszą w kuchni o pozwolenie – one po prostu wchodzą i robią porządek. Oto trzej najgłośniejsi reprezentanci tego metalurgicznego imperium, podzieleni ze względu na swoje unikalne właściwości:
– Seria Tojiro DP Standard – Konie robocze w garniturach. Noże z serii DP Standard to absolutne klasyki i powód, dla którego szefowie kuchni na całym świecie masowo rzucają w kąt swoje stare przybory kuchenne. Ich sercem są rdzenie z legendarnej stali VG-10, obudowane z zewnątrz dwiema warstwami miększego stopu. To idealny wybór dla każdego, kto chce kroić przezroczyste plastry wołowiny, ale ma tendencję do zapominania o natychmiastowym wycieraniu ostrza do sucha. Te produkty są tak popularne, że gdyby miały konta w mediach społecznościowych, miliony kucharzy wysyłałyby im serduszka w komentarzach. Są tak ostre, że cebula płacze jeszcze zanim zbliży się do niej metalowa krawędź.
– Seria Tojiro Shippu – Samurajowie w wersji Premium. Jeśli modele DP Standard to solidne auta sportowe, to noże z serii Shippu są luksusowymi, ryczącym superautami z eleganckim, drewnianym wykończeniem. Wyróżniają się przepięknym, 63-warstwowym damastem (w niektórych wersjach są 37 warstwy) połączonym z tradycyjnymi, japońskimi rękojeściami z drewna magnolii. Powstały z myślą o kulinarnych estetach, którzy oczekują, że ich przybory będą wyglądać jak dzieła sztuki z muzeum w Tokio, zachowując przy tym właściwości tnące lasera. Samo patrzenie na wzór damasceński na powierzchni tych noży ma udowodnione działanie relaksujące. Przynajmniej do momentu, w którym człowiek uświadomi sobie, jak blisko jego palców znajduje się ta piekielna krawędź.
– Seria Tojiro Shirogami – Bezlitosne, ręcznie wykuwane arcydzieła. Oto sekcja dla prawdziwych kulinarnych ortodoksów i hardcore’owców. Noże z serii Tojiro Shirogami nie powstają na taśmie produkcyjnej – są ręcznie wykuwane przez rzemieślników przy użyciu tradycyjnych metod, które pamiętają czasy szogunów. Klingi tych noży są tworzone z czystej stali węglowej Shirogami #2 (tzw. White Paper Steel), produkowanej przez koncern Hitachi Metals na bazie legendarnej technologii Tatara.Rzemieślnicy łączą ekstremalnie twardy, rdzewny rdzeń z okładzinami z miękkiego żelaza. Często pozostawiają na nich surowe, czarne wykończenie Kurouchi. Ta matowa warstwa nie tylko wygląda niesamowicie mrocznie, jakby noże dopiero co opuściły otchłań piekielną, ale też częściowo chroni stal przed rdzą i wchodzeniem w reakcję z kwaśnym jedzeniem. Do tego dochodzą ultra-lekkie rękojeści z drewna magnoliowego w kształcie litery D.Noże te posiadają jednostronny (Yanagiba, Deba) lub symetryczny (Santoku, Gyuto, Nakiri) szlif o niezwykle cienkiej geometrii, co sprawia, że mają wręcz niedorzeczną, agresywną ostrość. Trzeba jednak pamiętać, że te arcydzieła wymagają bezwzględnej miłości i opieki. Pozostawione w zlewie chociażby na chwilę, zardzewieją szybciej niż stary samochód, a zmywarka to dla nich wyrok śmierci. Jeśli jednak kucharz nie boi się naturalnej patyny i regularnego olejowania, zyskuje narzędzia, przy których krojenie najbardziej miękkich pomidorów przypomina przecinanie powietrza.

Dlaczego warto mieć noże Tojiro w swoich szufladach?

– Niezrównany stosunek ceny do ostrości: Na rynku istnieją produkty droższe, kute przez 90-letnich pustelników w japońskich jaskiniach. Noże Tojiro udowadniają jednak, że japońska perfekcja nie musi kosztować tyle, co używany samochód.
– Długowieczność i łatwość ostrzenia: Niezależnie od tego, czy wybór padnie na stop VG-10, czy na ekstremalną stal węglową Shirogami, noże te trzymają krawędź tnącą tak długo, że można zapomnieć, gdzie schowało się przyrządy do ostrzenia. Ponowne przywrócenie ich do stanu idealnego na kamieniach wodnych jest niezwykle szybkie i satysfakcjonujące.
– Czysta radość z gotowania: Po przejściu na te azjatyckie ostrza, siekanie marchewek w idealne słupki czy filetowanie ryb przestaje być nudnym obowiązkiem, a staje się nowym, ulubionym hobby domowników.
– Kupując noże Tojiro, inwestuje się w wielopokoleniową tradycję zamkniętą w doskonałej, ergonomicznej formie. To nie są zwykłe przybory do krojenia chleba i smarowania pasztetu. To japońskie instrumenty chirurgiczne, które wprowadzą absolutny strach w oczy każdego warzywa, jakie pojawi się na desce kuchennej.