Witamy

ROK ZAŁOŻENIA 1998

Category: Felietony (page 1 of 3)

Z czym zjeść marspikiel?

Chyba każdy je lubi, więc podzielimy się świetnym przepisem. Potrzebujemy:

5 kilogramów ogórków gruntowych,
5 łyżek soli, szklankę cukru,
a do zalewy musimy mieć
3/4 szklanki octu spirytusowego
i jakieś 1,5 łyżki gorczycy…

Idąc dalej wyszłyby nam świetne pikle, które jednak nie mają nic wspólnego z tytułowym marspiklem i bynajmniej nie chodzi tutaj o pikle wysłane na Marsa.

Otóż według słownika:

Tak, marspikiel (znany również często jako marszpikiel, lajzer, szwajka lub rożek bosmański, tudzież rożek szkutniczy) to ten metalowy pazur jaki obecnie czasami znajduje się w niektórych nożach składanych, chociaż kiedyś był osobnym narzędziem używanym przez marynarzy i wyglądał dokładnie jak mówi opis, czyli był zaostrzonym prętem. Chyba każdy wie jak może wyglądać zaostrzony pręt, więc zdjęcia umieszczał nie będę. 😀

Oczywiście zanim ktoś wpadł na pomysł wykonania tego narzędzia z metalu, z powodzeniem posługiwano się wersją wykonaną z końcówki jeleniego poroża (a i pewnie wersje drewniane się zdarzały).

Taki marspikiel pozwalał przede wszystkim na szybsze rozplątywanie lin, a także przy wykonywaniu różnego rodzaju przydatnych w danej sytuacji splotów.
Zresztą co tu dużo mówić, każdemu chyba zdarzył się poplątać sznurowadła i wie jak ciężko je było przywrócić do stanu używalności. Ja za dzieciaka chciałem być cwaniakiem i do rozplątania użyłem widelca, czego skutkiem był rozplątany węzeł, pogięty widelec i boląca część ciała. Myślę, iż każdy wie jak wygląda widelec i jaką część ciała mam na myśli, a więc i tutaj zdjęć nie będę wrzucał.

Na żaglowcu skala wielkości lin jest ciut inna od sznurowadeł i chyba nawet nie produkuje się tak dużych widelców, które dałyby radę węzłom. Można by co prawda widłami, ale ani to wygodne, ani bezpieczne.

Tak więc z czasem wymyślono sobie, żeby marspikiel połączyć z najbardziej potrzebnym narzędziem jakim jest nóż. I tak popularne stały się zestawy, gdzie w jednej pochwie skórzanej mieścił się nóż o stałej głowni i stalowy marspikiel. Ciężko tutaj o zdjęcia tych naprawdę starych modeli, więc podeprę się zdjęciami ciut nowszych.

Jednak ciekawszym rozwiązaniem okazało się połączenie marspikla z nożem… składanym.

Pomysł składanego noża na pokładzie żaglowca wydaje się może trafiony, ale jednak nie jest pozbawiony sensu. Składany nóż można było mieć zawsze przy sobie w kieszeni, nie zajmował dużo miejsca i pozwalał na bezpieczne noszenie. Oczywiście nóż taki poza marspiklem posiadał ostrze (często o profilu Sheepsfoot – owcza stopa), które pozwalało ciąć grube płótno, a zarazem nie miało ostrego czubka którym można by się przypadkowo skaleczyć. Był to zdecydowanie nóż do cięcia, a nie przebijania.
Głownie takich często było wysokie i wystawały mocno poza obrys rękojeści, pozwalając w awaryjnych sytuacjach (gdy „wolna” była tylko jedna ręka), na otwarcie chociażby ustami.

Znając temperament i skłonność do nadużywania alkoholu, a także bezstresowe podejście do rozwiązywania konfliktów przemocą, nie zdziwiłbym się, jakby marspikiel w składanym noży służył jako oręż podczas bójek na pokładzie, bądź odwiedzanych tawernach. Ale to tylko moje domysły.

Przemysł się rozwijał, a wraz z nim rozwijało się rzemiosło nożownicze. Pojawiały się firmy produkujące masowo noże, które sprzedawane były czy to w Europie, czy też w Ameryce. Składane noże z marspiklem pojawiły się w ofercie takich znanych firm jak Remington, Schieffield, czy Camillus.

Warto zauważyć, że przy nożach znajduje się uszko pozwalające na założenie linki, która przytroczona drugim końcem do paska skutecznie chroniła właściciela noża od jego utraty nawet podczas silnego kiwania statku. Co więcej, w niektórych modelach uszko było elementem blokady, która nie pozwalała na przypadkowe zamknięcie marspikla. Takie rozwiązanie można zobaczyć we współcześnie produkowanym scyzoryku firmy Rough Rider, wzorowanym na starym modelu.

Kończąc historyczną część tekstu, wspomnę jeszcze o klasyce noży z marspiklem, czyli bardzo popularnym modelu o nazwie „Churchill”.

Churchill to produkowany od XIX wieku bardzo popularny nóż brytyjskiej Royal Navy, który zagościł w kieszeniach wielu tysięcy żołnierzy zarówno podczas obu wojen światowych, ale i był nieodłącznym elementem wyposażenia podczas innych konfliktów.
Podobnie jak w starszych konstrukcjach, znajduje się tutaj głownia Sheepfoot, marspikiel i dodatkowo otwieracz do puszek – wszak żołnierz jeść musi. Scyzoryk ten był bardzo popularny i produkowany był w ogromnej ilości, a i warto zaznaczyć, iż model ten kopiowany był z chęcią przez wielu producentów na świecie.

I tak nadeszły nowe czasy. Czasy w których obróbka metalu sięgnęła perfekcji dzięki maszynom CNC, a nowoczesne materiały potrafią odebrać oddech nawet najbardziej wybrednym użytkownikom. Nastał czas rozwoju noży składanych, a wraz z nimi zaczęły pojawiać się nowe rozwiązania konstrukcyjne, blokady i różne dziwolągi.

Wydawać by się mogło, iż w dzisiejszych czasach marspikiel jest przydatny jak dziura w moście, jednak co by nie spojrzeć, na żaglowcach nadal są liny i nadal trzeba je wiązać i rozplatać. Tak więc przemysł nożowy szybko dopasował nowoczesne konstrukcje do potrzeb dzisiejszych użytkowników. Pojawiły się bardzo ciekawe modele, wśród których można przebierać zarówno pod względem designu, materiałów, a nawet kolorów. Wystarczy spojrzeć na chociażby kilka konstrukcji.

Pierwsza z nich to właściwie klasyk, czyli znany wszystkim scyzoryk Victorinox, ale tym razem w wersji przeznaczonej dla żeglarzy. Skipper (szyper) to wręcz skrzynka z narzędziami, w której znajdziemy duże ostrze z ząbkowaną krawędzią, otwieracz do kapsli, śrubokręt 3 i 5 mm, przyrząd do zdejmowania izolacji, otwieracz do puszek, rozwiertak, szpikulec, korkociąg, śrubokręt Philips, kombinerki, zaciskacz do ciężarków, przecinak do drutu, pęsetę, wykałaczkę i oczywiście marspikiel wzbogacony o szeklownik. Sporo tego jak na nóż, który bez problemu mieści się w kieszeni! Dodatkowo całość wykonana z iście szwajcarską precyzją, z pełną gwarancją i w pięknym morskim kolorze. No i na dokładkę w korkociąg można wkręcić mini płaski śrubokręt. Szaleństwo!!

Innym niesamowitym modelem jest projekt znanej firmy Spyderco, która wypuściła na rynek składany nóż o nazwie Tusk. Model bardzo futurystyczny zarówno jak chodzi o wygląd, ale i materiały z jakich został wykonany są niecodzienne. Głownia noża wykonana została z mało popularnej stali LC200N, rękojeść wykonano z tytanu, a marspikiel ze stali 300 Series. Oczywiście wszystkie użyte materiały są odporne na działanie wody. Dodatkowo marspikiel jest blokowany w pozycji otwartej ciekawą blokadą Integral Lock. Oczywiście nóż można nosić na krawędzi kieszeni, gdyż zamontowano na nim stalowy klips, albo założyć do niego linkę.

Modeli jest mnóstwo. Mniejsze, większe, nawiązujące do sawnych modeli, kolorowe, metalowe, nowoczesne .itd. itd. Ale oczywiście każdy z nich posiada marspikiel!

Oczywiście ciężko określić, który model będzie najlepszy, jednak szukając modelu który ma faktycznie pracować na pokładzie, warto zwrócić uwagę by posiadał antypoślizgową rękojeść i stal odporną na działanie wody. Po prostu warto dopasować narzędzie do warunków gdzie będzie pracować.

A czy marspikiel przyda się tym, którzy nie wybierają się w morskie podróże? Jak najbardziej!

Otóż marspikiel to narzędzie uniwersalne i przy jego pomocy można rozwiązać nie tylko liny, ale i wiele różnych problemów. Marspiklem można otwierać opakowania, ryć w tynku, dłubać w fugach między płytkami, czy też otwierać włoskie orzechy. Można nim robić otwory w skórze i nie tylko w skórze oczywiście. Sprawdzi się jako mocny skrobak, narzędzie do podważania (np. otwieranie puszek z farbą), czyli po prostu jest to bardzo uniwersalne narzędzie do wszystkiego!

Poza tym, noże z marspiklem to świetny pomysł na kolekcję. Nie jest ich dużo, można zbierać stare modele i na pewno każda nowa pozycja w gablotce da wiele radości kolekcjonerowi. Zwłaszcza, jak będzie to np. taka ślicznotka jak na poniższym zdjęciu.

Ciekawostką jest fakt, iż marspikiel (z ang. marlinspike) pojawił się w nożu dedykowanym dla służb mundurowych. MUDT (Marlinspike Underwater Demolition Team) to typowy Tactical Folder w którym mamy okładziny z G10 BLACK, tytanowe czernione linery (TITANIUM BLACK), głownia z odpornej na działanie wody stali S35VN z powłoką CERAKOTE BLACK i marspikiel wykonany w całości z czernionego tytanu (TITANIUM BLACK). Całość uzupełnia zbijak do szyb (Glass Breaker) wykonany z czernionego tytanu (TITANIUM BLACK), ale zakończony węglikiem wolframu. Nóż przeznaczony jest dla żołnierzy Navy Seals, Marines i wszystkich służb, które w swoich założeniach mają działania wodne. Marspikiel wykonany z tytanu umieszczony jest tak, iż chwytając rękojeść mamy go między palcami i staje się on jakby pazurem wystającym z dłoni. Obecnie trwają opracowania techniki walki wręcz, która może zrewolucjonizować dotychczasowe systemy walki. Co więcej, siła uderzenia z takim marspiklem pozwala na swobodne przebicie kamizelki kuloodpornej, a nawet hełmu z kevlaru!

I tutaj kolejna ciekawostka. Otóż powyższy nóż ma pojawić się jako broń w popularnej grze Counter-Strike: Global Offensive i podobnie jak inne noże, będzie dostępna w różnego rodzaju odsłonach kolorystycznych (tzw. skórki). Wirtualna broń do tanich na pewno należeć nie będzie, ale posiadanie jej w swoim arsenale będzie wręcz obowiązkiem!

I tak doszliśmy do końca artykułu. Oczywiście historię marspikla i jego rozwój na pewno można by przedstawić inaczej, a i na pewno ktoś z większą wiedzą żeglarską mógby napisać więcej. Jednak myślę, iż powyższy tekst to chociażby ciekawa zajawka tłumacząca sens istnienia tego metalowego pręta, który dla wielu stanowił zagadkę.
Oczywiście akapity o noży taktycznym i CS: GO należy potraktować z przymrużeniem oka. 😀

Zapraszamy do naszego sklepu i zapoznania się z ciekawymi scyzorykami. Znajdziecie u nas zarówno scyzoryki z marspiklem, jak i inne ciekawe i nietypowe modele które mogą Was zainteresować.

Źródła: sjp.pwn.pl, sketchfab.com, ebay.com, pinterest.com, allaboutpocketknives.com, antiquesnavigator.com, retonthenet.co.uk, spyderco.com, victorinox.com, blades.co.uk, xtremeknives.com

G-10 – czyli jak zrobić rękojeść custom

W naszym sklepie jest możliwość zakupu tzw. „blanków”, czyli noży przeznaczonych do samodzielnej oprawy.

Każdy blank to praktycznie gotowy nóż, który został zahartowany, wykonano szlify głowni i wyprowadzono krawędź tnącą. Jedyne co pozostaje, to wykonanie samodzielnej oprawy, np. z dostępnego u nas materiału G10 (włókno szklane wzmacniane żywicami). G10 to bardzo wytrzymały materiał, który jest całkowicie odporny na działanie wody. Doskonale sprawdza się jako materiał na rękojeści noży. Bez problemu można go obrabiać ogólnie dostępnymi narzędziami ręcznymi (piła, pilniki, tarniki, papier ścierny), a także obrabiać mechanicznie (szlifierki, wiertarki).

Oczywiście podczas prac należy pamiętać o podstawowych zasadach BHP, czyli o ochronie oczu i płuc. Proste okulary ochronne i maseczka na twarz powinny stanowić podstawowe elementy podczas pracy!

Poniżej prezentujemy samodzielnie wykonaną rękojeść, a zarazem pierwszy opublikowany artykuł młodego człowieka, który podjął wyzwanie oprawienia noża!

Gratulujemy i zapraszamy do lektury.

______________________________________________________________________

Po paru miesiącach regularnego odwiedzania sklepu, oglądania i podziwiania noży, dostałem szansę, aby zrobić rękojeść jaką sobie wymyślę. Otrzymałem dwa bloczki G-10 oraz „nagi” nóż (blank), do którego miałem zrobić rękojeść.

Prace zaplanowałem następująco:
1. Projekt rękojeści.
2. Obrys na G-10.
3. Wycięcie podstawowego kształtu.
4. Dopasowywanie G-10 do rękojeści.
5. Wycinanie wgłębień.
6. Sklejanie całości.
7. Matowanie powierzchni.

Praca zaczęła się od wycięcia obrysu rękojeści noża na kartonie i wyglądało to mniej więcej tak:

Z racji tego, że bloczek G-10 był minimalnie mniejszy od rączki noża, musiałem zmienić projekt i zrobić „falę” na dole rękojeści.

Następnie obrysowałem kształt kartonu na bloczkach i poprawiłem markerem. Obrys zrobiłem z nadmiarem.

Walczenie samymi pilnikami zajęłoby kupę czasu, więc dałem mojemu znajomemu oba bloczki, aby wyciął mechanicznie podstawowy kształt. Nie było sensu robienia zdjęć podczas tego procesu, więc takowych nie umieszczę.

Po wycięciu podstawy wziąłem się do dopasowywania jej do rękojeści noża. W ruch poszły pilniki (płaski oraz półokrągły). Szlifując każdą część z osobna w stosunku do noża (lepiej jakoś ochronić metal, np. taśmą w przypadku, gdyby pilnik się na niego „ześlizgnął”, ja o tym niestety zapomniałem), zacząłem wyrównywać je względem siebie i po około godzinie miałem za sobą większą część roboty.

Nadszedł czas na szlifowanie góry rękojeści, tak aby grubość rosła od punktu bliżej ostrza do punktu bardziej oddalonego.

Pół godziny później miałem już prawie gotowy produkt, musiałem jeszcze zaokrąglić krawędzie i zrobić wgłębienia na palce dla większego komfortu podczas korzystania. Na koniec szlifowania warto także umyć G-10 w wodzie, aby zmyć cały pył z jego powierzchni.

Godzinka i już miałem dwie części rękojeści, nic tylko sklejać z nożem. Do sklejanie użyłem kleju dwuskładnikowego Poxipol. Każdą część sklejałem jedna po drugiej, aby wszystko było równo. Po ściśnięciu imadłem, każda część wysychała po 1 godzinę.

Dla polepszenia wyglądu G-10 można zrobić, aby błyszczał (używając papieru wodnego o bardzo drobnym ziarnie), lub aby powierzchnia była matowa (przy pomocy drobnego papieru ściernego). Ja zrobiłem ją matową najpierw używając papieru ściernego o ziarnistości 800, a następnie 1500.

Jak widać trzeba było poświęcić pracy kilka godzin, ale warto.Do noża zrobiłem także kaburę z paracordu, która całkiem ładnie komponuje się z resztą. Jestem bardzo zadowolony z wyników, tym bardziej, że robiłem to po raz pierwszy. Całość wygląda tak:

Orest

Older posts

© 2017 Witamy

Theme by Anders NorenUp ↑