Niby w kuchni mam już noże do niemal wszystkiego, ale czasami dochodzę do wniosku, że najwyraźniej nadal czegoś mi jeszcze brakuje. Hmm… Na przykład… szabli. Nie takiej, z którą mogę wyruszyć na wojnę, nie takiej, którą trzeba trzymać w gablocie i nie takiej, która po wyjęciu z pochwy budzi pytanie, czy właśnie wybieram się na rekonstrukcję bitwy pod Waterloo. Mam na myśli coś znacznie bardziej praktycznego. Szablę do otwierania szampana.
I tutaj pojawia się Laguiole Champagne Saber Luxury Line z rękojeścią z drewna oliwnego.
Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza. Jest długie ostrze,
jest rękojeść, jest charakterystyczna sylwetka przypominająca
szablę, a całość wygląda tak, jakby za chwilę miała nastąpić
jakaś bardzo francuska scena: frak, kieliszki, toast i butelka
szampana.
I to jest w niej najciekawsze, oto w tym wszystkim
chodzi.

Opisywana przeze mnie szabla należy do marki Laguiole
Style de Vie, rozwijanej przez Style de Vie
Authentique. Firma sama opisuje tę markę jako kolekcję noży,
sztućców i produktów stołowych podzieloną na cztery linie:
Premium, Prestige, Innovation i Luxury.
I właśnie Luxury Line
jest tutaj istotne. To nie jest próba stworzenia historycznej broni
ani wiernej repliki wojskowej szabli. To przede wszystkim elegancki
przedmiot użytkowy, zaprojektowany wokół jednej bardzo konkretnej
czynności: otwierania butelki szampana. Mamy więc coś pomiędzy
akcesorium barowym, przedmiotem kolekcjonerskim i… szablą.
Moja wersja ma 41 cm długości, ostrze ma 27 cm, a jego grubość
wynosi 2,5 mm. Producent podaje, że wykonano je z hartowanej stali
nierdzewnej, a rękojeść z drewna oliwnego. Całość zamknięta
jest w eleganckim czarnym pudełku.
Pierwsza rzecz, która
odróżnia ten przedmiot od prawdziwej szabli, to to, że ostrze jest
grube i tępe. Bardzo tępe w porównaniu z tym, czego można by
oczekiwać po czymś wyglądającym jak szabla.
Gdybyśmy
przyłożyli do siebie nóż do pieczywa, szefa kuchni, tradycyjną
szablę wojskową i tę Laguiole, dostalibyśmy cztery zupełnie
różne filozofie ostrza.
Nóż kuchenny ma ciąć.
Szabla
bojowa ma umożliwiać skuteczne zadawanie cięć.
Nóż do chleba
ma wykorzystywać ząbkowanie do przecinania pieczywa.
A Champagne
Saber?
Ona właściwie nie
ma ciąć i dlatego właśnie jej ostrze jest takie
dziwne. Patrząc na nie, można pomyśleć: „Przecież to w ogóle
jest nienaostrzone”. I byłby to bardzo trafny wniosek, gdybyśmy
oceniali ją jak nóż. Tyle że ona nie jest nożem, jest
specyficznym otwieraczem butelek szampana za pomocą techniki zwanej
sabrage i
polegającą na otwarciu butelki poprzez przesunięcie ostrza wzdłuż
jej szyjki i wykorzystanie odpowiedniego miejsca na szkle, zamiast
klasycznego wyciągania korka. Tradycja takiego otwierania sięga
początków XIX wieku i wiązana jest z kawalerią epoki
napoleońskiej, szczególnie z huzarami, którzy to otwieranie
butelek szablą traktowali jako efektowne świętowanie zwycięstw.

Wielu osobom wydaje się, że w tej
metodzie otwierania butelek chodzi o przecięcie szkła ostrzem. Nic
bardziej mylnego i to jest chyba największe nieporozumienie
dotyczące sabrage.
Nie próbujemy „ściąć” szyjki butelki
jak mieczem przeciwnika. Ostrze prowadzi się po szyjce, a cała
sztuka polega na wykorzystaniu geometrii butelki, jej pierścienia
szyjki, szwu technologicznego szkła oraz ciśnienia znajdującego
się wewnątrz.
W dużym uproszczeniu wygląda to tak:
Butelkę
dobrze schładzamy. Zdejmujemy folię i zabezpieczenie korka, tak aby
szyjka była całkowicie odsłonięta. Butelkę trzymamy stabilnie za
jej dolną część, kierując szyjkę zdecydowanie od siebie i od
innych osób. Następnie znajdujemy szew biegnący wzdłuż butelki i
przykładamy do niego grzbietową, tępo zakończoną część
ostrza. Ostrze prowadzimy wzdłuż szyjki, wykonując zdecydowany,
płynny ruch w stronę pierścienia pod korkiem.
Jeżeli wszystko pójdzie prawidłowo, szyjka odłamuje się wraz z korkiem. Nie ma tutaj miejsca na delikatne „piłowanie” szkła. Ruch powinien być płynny i zdecydowany, a sama butelka musi być ustawiona tak, aby ewentualny odłamany fragment szyjki nie mógł polecieć w stronę człowieka i dlatego nie traktowałbym sabrage jako sztuczki do zrobienia pierwszy raz na imprezie po kilku kieliszkach. Sama tradycja jest efektowna, ale szkło pozostaje szkłem, a ciśnienie w butelce pozostaje ciśnieniem.

Podczas pierwszego kontaktu z tą szablą najbardziej zastanawiało
mnie to, dlaczego ostrze jest takie… nieostre. Przyzwyczajony do
noży odruchowo oceniam ostrze palcem i oczekuję, że znajdę
krawędź zdolną do przecięcia papieru, pomidora czy mięsa. Tutaj
nic z tych rzeczy. Krawędź nie została zaprojektowana po to, żeby
kroić żywność. Nie potrzebujemy tutaj klasycznego, cienkiego
apexu jak w santoku czy gyuto. Nie potrzebujemy też ekstremalnej
ostrości, która przy kontakcie z twardym materiałem mogłaby być
wręcz niepożądana. Champagne Saber ma przede wszystkim przenieść
energię ruchu na szyjkę butelki, a nie przeciąć
ją własną krawędzią.
I to jest bardzo ciekawy przykład tego,
jak łatwo można pomylić wygląd przedmiotu z jego funkcją.
Wygląda jak szabla, trzyma się ją trochę jak szablę, wykonuje
się nią ruch kojarzący się z szablą, ale jej ostrze wcale nie
musi zachowywać się jak ostrze prawdziwej szabli.
Nie możemy
zapomnieć, że do tej całej geometrii ostrza dochodzi nam jeszcze
rękojeść z drewna oliwnego, które robi dokładnie to, co powinno,
czyli nadaje charakterystyczne nieregularne usłojenie i ciepły
kolor, który bardzo dobrze kontrastuje z chłodną stalą, co
powoduje, że szabla nie wygląda jak narzędzie przemysłowe, lecz
bardziej jak przedmiot, który ktoś wyjął z szuflady starego
francuskiego hotelu, w którym od stu lat otwiera się szampana przy
specjalnych okazjach. Oczywiście rzeczywistość jest nieco mniej
romantyczna. To współczesny produkt z linii Luxury marki Laguiole
Style de Vie, produkowany z myślą o dostępniejszym cenowo
luksusie. Producent określa tę serię właśnie jako połączenie
eleganckiego wyglądu, stali nierdzewnej i różnych gatunków drewna
i chyba właśnie dlatego określenie „affordable luxury” pasuje
tu całkiem dobrze.
Jak mantra powtórzę raz jeszcze, że Sabrage najlepiej wykonywać na odpowiedniej butelce wina musującego, która jest przeznaczona do tego typu otwarcia. Butelka powinna być dobrze schłodzona, a jej szyjka i szkło muszą być wolne od uszkodzeń i zdecydowanie nie próbowałbym tego na przypadkowej butelce znalezionej gdzieś w barku. W środku mamy wysokie ciśnienie, a po sabrage odpada fragment szkła. Dlatego bezpieczeństwo nie jest tutaj dodatkiem do instrukcji, tylko jej podstawą. Tradycyjna technika jest efektowna, ale źródła opisujące sabrage również podkreślają, że wymaga ona wprawy i przestrzegania zasad bezpieczeństwa.

Nie kupowałbym tej szabli z myślą „przyda mi się do czegoś w kuchni”. Nie zastąpi santoku, gyuto, noża szefa, carvinga ani nawet zwykłego noża do chleba. Jej największą zaletą jest właśnie to, że nie próbuje być kolejnym nożem. W świecie, w którym większość kuchennych narzędzi ma coraz bardziej wyspecjalizowane zadania, Champagne Saber robi coś jeszcze dziwniejszego. Bierze przedmiot kojarzony z polem bitwy i przenosi go do świata celebracji. Zamiast przeciwnika mamy butelkę. Zamiast walki — toast. Zamiast ostrego ostrza — grube, tępe ostrze i zamiast funkcjonalności mierzonej liczbą rzeczy, które można nią pokroić, mamy jedną bardzo konkretną funkcję: zrobić z otwierania butelki mały spektakl i chyba właśnie za to ją lubię, bo po co otwierać tradycyjnie szampana, skoro można zrobić to po huzarsku? Tylko najpierw upewnię się, że wszyscy stoją z właściwej strony i w cudzym, a nie w moim mieszkaniu.
